O Śniadeckim i babcinej szafie, czyli sile reklamy.

„Reklama dźwignią handlu” – znacie? – to posłuchajcie, jako że hasło to wymyślone dawno wciąż dobrze się ma, bo teraz w naszym demokratycznym świecie dopiero ma pole do popisu. Chcąc być na bieżąco z tematem obejrzałam sobie blok reklamowy w telewizji – nie jest to zajęcie ani zajmujące ani ciekawe, ale chcąc wgłębić się w temat trzeba być na bieżąco. No i zobaczyłam do czego to nas namawiają. A więc – banki bo dają pożyczki, żebyśmy za nie mogli nabyć samochody, elektroniczne gadżety i meble, sieci handlowe, chemia gospodarcza i probiotyki odchudzające – a cha – jesień się zbliża – więc preparaty przeciw grypie, gdyż Polacy z pewnością tłumnie na nią zachorują, a żeby tak się nie stało polecić im należy odpowiednie środki, które pomóc mają, ale nie koniecznie to robią.

Jeśli czegoś nie reklamują – to znaczy, że jest to de mode czyli braku tegoż odczuwać nie należy, bo jest nie ważne.

Mądrzy ludzie twierdzą, że jeżeli coś jest dobre, to i tak zostanie zauważone i reklamy nie potrzebuje. Niby prawda – ale we wszystkim jest drugie dno.

Wmawia się nam, że wszystko jest na wyciągnięcie ręki wystarczy mała pożyczka i mamy rajskie wakacje, nowe meble i samochód. Świat jest piękny, a życie wspaniałe.

Ale mnie tu coś nie pasuje.

Media są ponoć od tego, żeby serwować nam to co chcemy oglądać i pisać to o czym chcemy czytać. Ktoś tak kiedyś stwierdził – nie wiadomo kto i nie pytając nas o zdanie – nas – czyli konsumentów tych dóbr. A my – czyli społeczeństwo – zgodziliśmy się na dokonany już stan rzeczy i zanurzyliśmy się w serialowo–reklamowe życie, które nawet się podoba – tylko co z tego, kiedy nie wnosi niczego. No może nie do końca – bo w końcu namawiani w nieskończoność robimy remont i kupujemy nowe meble podobne do milionów innych w innych domach. Pamiętacie słynnego niegdyś „Jubilata”? U kogo w pokoju taki stał – to był na topie, a u kogo nie – to znaczyło, że nie miał kolejkowej siły przebicia. Stare meble szły do pieca, nowe oko cieszyły i byliśmy na czasie. Dziś – często w brodę sobie plujemy, że te stare zostały zamienione na ciepełko w piecu, bo właśnie na allegro zobaczyliśmy, że ten stół jeszcze z lat 50 –tych, co posłużył za rozpałkę wart jest dwa tysiące i trafia nas – nie powiem co. Nie wspomnę o wartości babcinej szafy co to ją przywiozła jeszcze „z centrali„.

Ale co tam szafa babci – na pocieszenie mamy nowego smartfona albo tableta co to w nim wszystko jest oprócz fontanny. Jak wciśniemy właściwy guzik – to nawet załatwi za nas to i owo, żebyśmy bez zbędnych stresów mogli obejrzeć w telewizji kolejny odcinek ulubionego serialu, a nowo nabytymi gadżetami pochwalimy się jutro w pracy.

A wszystko to dzięki mediom, bo reklam w nich coraz więcej, żebyśmy przypadkiem nie zapomnieli co jest na topie – a co nie.

No i chyba doszłam do tego drugiego dna – czyli mediów w naszym życiu. Dawno już zostało stwierdzone, że media, to czwarta władza. Prawda, bo naszych wyborów dokonujemy na podstawie informacji przekazanych przez media często przez nie również zinterpretowanych – oczywiście subiektywnie. Kształtują one naszą świadomość – i dobrze – tak było zawsze od sumeryjskich tabliczek glinianych, ale… właśnie – co na tym drugim dnie zostało: pokazujemy i przekazujemy to co się opłaca, nie zawsze – to co słuszne i właściwe, kształtujemy konsumenta nie myśliciela. Takiemu łatwo wmówić cudowny środek na odchudzanie i prawdziwość serialowego życia. W czasach Oświecenia po to wymyślono gazety, żeby otwierały umysły na rozumienie życia. Ktoś powie – to ramota, bo co kogo obchodzi jakiś tam Staszic czy Śniadecki. Faktycznie – co kogo może to obchodzić – tylko, że to o czym pisali i o co postulowali – jest na dzisiejsze czasy akurat choć pracowali przy świetle świecy nie oświetleni ekranem tableta. Uczyli myśleć i wybierać. Nam narzuca się, to trzeba sprzedać, bez możliwości wyboru. Właściwie, to mamy wybór – kupić lepszego smartfona od tego jaki ma kolega. Myślenie ograniczone do wyścigu po dobra materialne nie koniecznie do szczęścia potrzebne. A szczęście – kto wie co to znaczy?

 

Róża Stolarczyk

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress