Powrót do przeszłości – felieton

Poszłam na koncert z nastawieniem, że na pewno będzie ciekawy, bo biblioteka w Świdnicy zawsze zaprasza nietuzinkowych artystów, ale to, co widzowie zobaczyli i usłyszeli – było dosłownie – z innej epoki.

Na podium weszło czterech muzyków – w białych koszulach, rozpiętych kamizelkach, melonikach i kapeluszach. I kobieta – zjawiskowa istota o wspaniałych rudych włosach jakby wyszła ze starej, przedwojennej fotografii, o glosie i osobowości, która nie potrzebuje żadnej elektroniki, żeby poruszyć i oczarować. No i zaczęli grać i śpiewać. Repertuar przedwojennego Wrocławia. Miasta czterech kultur i czterech języków, z których każda w tym mieście zostawiła coś na zawsze. Artyści wyciągnęli z archiwów dawno nie śpiewane piosenki – niemieckie, rosyjskie, polskie i żydowskie. Każdy z tych narodów tu żyjących miał przecież swoje dancingi, potańcówki, teatry. Śpiewali to co im w duszy grało. My dziś zapomnieliśmy, albo nie wiedzieli, że Wrocław – podobnie jak Łódź, był miastem wielu narodów i kultur i właśnie ta muzyka stworzyła klimat, który słuchaczy przeniósł na chwilę do tego miasta, gdzie słyszało się nie tylko język niemiecki, ale i jidysz, rosyjski i polski. Gdzie ludzie bawili się i śmiali każdy po swojemu i nikt im nie przeszkadzał, aż zmienił to niesympatyczny pan z wąsikiem. Przedwojenny Wrocław opisany przez Marka Krajeńskiego na kartach jego książek – ożył. Dosłownie. To już nie były słowa zapisane na kartkach papieru, ale żywi ludzie, gwar restauracji, dancing, ogródki i gwarne, wielojęzyczne ulice. Wehikuł czasu uruchomiony przez zespół zwyczajnych niezwyczajnych muzyków i wspaniałą Natalię Nikolską, która głosem i gestem potrafiła wyczarować to, do czego inni – podobno wielcy artyści – potrzebują efektów specjalnych – mikserów, dymu i baletu. To się nazywa sztuka!

Zespół oferujący przeżycia bez wspomagania nazywa się Breslauer Cocktail i grają w nim muzycy różnych narodowości związani z Wrocławiem.

Wśród dzisiejszej różnorodności muzyki często w naszych poślubieniach sugerujemy się reklamą, zdaniem krytyków czy modą. I bywa tak, że to, co jest nam sugerowane – po prostu rozczarowuje. Posłuchamy raz i odstawiamy na półkę nie wracając do tego, albo słuchamy chcąc przekonać samych siebie, że to coś musi być dobre, albo przynajmniej modne, bo tak twierdzi jakiś krytyk czy celebryta.

Z muzyka tego zespołu jest inaczej – od razu wciska nas w fotel i nie można się od niej uwolnić – bez reklamy na wielkich plakatach i spotach w telewizji. Tak się dzieje, kiedy coś jest na prawdę dobre. A to jest.

Mam nadzieje, że w najbliższym czasie będzie można kupić ich płytę. Jak na razie to co usłyszałam nie może się ode mnie odczepić, więc na you toube coś tam znalazłam i posłuchałam sobie. Mało tego i nie najlepszej jakości, ale lepszy rydz niż nic.

Na pewno też jest tak, że do słuchania czegoś zachęca muzyka najpierw wysłuchana na żywo – i to właśnie zrobili muzycy z Breslauer Cocktail. Pewne jest, że uczestnicy koncertu już są fanami zespołu, bo to co dobre obrony nie potrzebuje.

Zawsze uważałam, że najlepiej samemu spróbować, a nie sugerować się opinią innych. Nie warto ślepo gnać za tym co „na topie”, bo ktoś tak twierdzi. O gustach się nie dyskutuje, a więc miejmy odwagę lubić, to co nam się podoba, a nie to co podobać się powinno.

Róża Stolarczyk

032

Dodaj komentarz

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress