Good Night Cowboy – wrażenia z premiery.

Współczesna Rodzina (Święta?) według Julii Holewińskiej i Kuby Kowalskiego w „Good Night Cowboy”. Premiera odbyła się w wałbrzyskim Teatrze Dramatycznym 30 stycznia.

Nowoczesny świat, bez granic, norm, domu, matki, ojca. Wolność, głównie ta seksualna, która nie zaowocowała znaczącym dobrem, staje się udziałem głównego bohatera, młodego chłopaka (świetny Julian Świeżewski), oddającego swoje ciało za pieniądze. Początkowo nie budzi on sympatii widza: wulgarny, wyuzdany, cyniczny. Przed wędrującym młodym mężczyzną otwierają kolejne drzwi szanujący się i szanowani obywatele tego świata: lekarz, artysta… Lecz szacunku tam nie ma. Wyłazi natomiast hipokryzja, zakłamanie, perwersja. Wydaje się, że są to elementy oswojone, że bohater świadomie żyje w takim świecie. Jednak z każdą minutą zaczynamy dostrzegać rysę na tej „nieskalanej” złej postaci. „Co lubisz?”, „Co chcesz?”, „Zrobię, co zechcesz?” – padają pytania. „Kto tu kogo dyma, ty nas, czy my ciebie?”. Bohater-dziecko szukający akceptacji tam, gdzie znaleźć jej nie może. Znajduje, choć początkowo tego nie docenia, w ramionach przyjaciółki/przyjaciela, współlokatora/ki transwestyty. To będzie jego dom, którego szukał całe życie, wędrując po preriach i łąpiąc swoje mustangi. Dom, którego nie dała mu matka. Matka, której nigdy nie poznał, ale którą nosi w sobie. Jej szaleństwo, walkę, jej brak, jej miłość, jej wolność (w tej roli Ewelina Żak).

Gdzie jest granica w świecie bez granic? Gdzie kończy się niszcząca wolność? Może tam, gdzie budzi się   tożsamość? Dopiero prawda, konfrontacja z własnymi demonami (stypa po pogrzebie matki) stworzają szansę na odnalezienie własnej drogi. Klamrą do tej historii jest stygmatyzująca scena końcowa. Czarna Madonna z Dzieciątkiem; Święta Rodzina we współczesnym świecie – Matka Transwestyta i Ojciec Gej.

Są też inne wymowne wątki. Na przykład próba zamordowania bohatera przez „prawdziwych Polaków”. Kończy się ona na odarciu Człowieka z wszelkiej godności, stwierdzeniu „nie istniejesz”. Mowa jednego z „lekarzy” przywodzi na myśl wypowiedzi prawicowych, ale też katolickich publicystów. Wszystko to dzieje się przy niemym udziale ksiądza. Symboliczne pozy przyjmowane przez poniewieranego Człowieka (antyczna rzeźba, człowiek witruwiański Leonarda) zmuszają do pogłębionej refleksji nad kondycją człowieczeństwa.

Sztuka jest bardzo pojemna, wielopłaszczyznowa. Wiele tu symboli, obrazów, skojarzeń. Inspiracji też nie mało. Może dlatego momentami czuje się przytłoczenie przywoływanym światem, legendą, zbyt dosłownie podanym odniesieniem. Chciałoby się powiedzieć – zostawmy miejsce dla odbiorcy. Ale litości nie ma. Jest to wojna totalna. Twórcy rozprawiają się z całym światem. Szansę (choć nie pozbawioą ironii) zostawiają jedynie rodzinie, tej nowej, możliwej. Tylko czy jesteśmy na nią gotowi?

Nie sposób pominąć muzykę w tym spektaklu. Odgrywa tu ona ogromną rolę. Potęguje uczucia, wypełnia scenę na równi z aktorami.Czasmi walczy wręcz o wyłączność w uwadze widza. Wspaniale tworzona na żywo przez Radka Dudę.

W obsadzie również: Włodzimierz Dyła, Michał Kosela, Rafał Kosowski, Filip Perkowski, Dariusz Skowroński i Ryszard Węgrzyn.

Ewa Tomczak

Dodaj komentarz

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress