Tchnienie PRL-u

W sobotę dziwna rzecz się wydarzyła na światłach przy ulicy Strzegomskiej (w Świebodzicach – red.) – mając zielone światło – piesi nie przechodzili przez ulicę, tudzież inni przechodnie idący po zakupy do tamtejszych sklepów – po prostu stanęli i patrzyli.

Nie z powodu wydarzeń na Ukrainie i innych takich, ale z powodu samochodu. Tak jest – samochodu – starej Warszawy, która stanęła sobie na światłach. Kolor – wiśniowy, błyszczący, ale nie metalik, chromy wypucowane po oczach biły no i białe kanapy w środku. Cudo na kiju! Jeden pan co stał przy krawężniku powiedział – „mam w takim kolorze mercedesa”. A drugi na to – „ale to nie Warszawa”. I dalej nikt nie przechodził przez ulicę, za to wszyscy patrzyli jak wielkie, błyszczące auto jedzie niespiesznie w stronę ulicy Wałbrzyskiej.

Zdarzenie może bez znaczenia, albo raczej – znaczące. Kiedyś w czasach swojej codzienności Warszawę nazywano – krową – bo duża i niezgrabna. Pojemność silnika nikomu snu z oczu nie spędzała, bo paliwo było tanie, szybkość też osiągała godziwą  tylko ta karoseria mało podobna do pokazywanych na francuskich filmach – jaguarów \bo wtedy oglądało się filmy francuskie z Bemondem i Delonem\, ale mimo to – mieć ją to było coś! Potem chciano „polepszyć” jej wygląd. W tym celu tył podobny do garbusa zmieniono w coś podobnego do półki. I tak zostało, aż do jej śmierci naturalnej czyli zakończenia produkcji.

No i proszę – lata mijały, samochody mamy na wyciągnięcie ręki i nawet te „wypasione” wrażenia specjalnego nie robią. Nawiasem mówiąc – czy wypasione czy nie – wszystkie są do siebie podobne. Jestem laikiem i oceniam po wyglądzie i dla mnie właśnie takie są – jakby karoserie projektował je ten sam grafik. Pewnie dlatego te mercedesy i inne ople nie robią wrażenia na nikim. W tej materii dopiero coś wyjątkowego może zwrócić uwagę przeciętnego Kowalskiego. I tu tym czymś jest stara, poczciwa Warszawa. Fakt – odpicowana na wysoki połysk, ale jednak – poczciwa, stara krowa.

Wynika z tego, że mimo mnogości dobra wszelakiego na półkach sklepowych i salonach – jakoś ta markowa odzież produkowana w Chinach i te samochody z różnych stron świata – istnieją tylko jako część naszej codzienności. Zwrócić naszą uwagę może tylko coś wyjątkowego, co nie każdy może mieć, a każdy by pewnie chciał. Kto by pomyślał, że to samochód co benzynę pije jak smok i kształty ma jakieś takie jak za tęga baletnica. Kiedyś bohaterka niezliczonych dowcipów – oczywiście negatywnych względem jej zmechanizowanej osoby – dziś bohaterka ulicy powodująca znieruchomienie tejże nie z powodu wypadku czy innego dopustu bożego – jednym słowem stara, poczciwa Warszawa.

Stare jest piękne? Jest. Wolimy w salonie zabytkową komodę niż meble z Ikei. Mercedesy też nam spowszedniały. Jesteśmy globalną wioską i tylko jeszcze to co jest naprawdę nasze jest wyjątkowe, a Warszawy nie przebiły nawet wydarzenia na Ukrainie. W końcu jej porządkowanie jeszcze trochę potrwa, a oglądanie takie samochodu – to wyjątek.

Róża Stolarczyk

foto Wikipedia

782px-Oldtimer_Warszawa_(01)

Dodaj komentarz

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress