Trzeba lubić czytać książki – rozmowa z Bartłomiejem Rachwałem, właścicielem jedynej księgarni w Świebodzicach

Idąc na rozmowę z panem Bartłomiejem nie spodziewałam się, że natknę się na niemały kawałek historii księgarstwa w ogóle, a w szczególności w naszym mieście. Było to miłe spotkanie z rodziną sprzedającą książki od dziesięcioleci. Pani Małgorzata Rachwał rozpoczęła swoją przygodę z książką jeszcze w księgarni Domu Książki. Początkowo jako pracownik, później, na fali zmian, jako właścicielka. Lata całe prowadziła w mieście księgarnię, współpracując z największymi firmami dystrybucyjnymi w Polsce. Z początkiem nowego stulecia księgarnię przejął syn, Bartłomiej, który jest bohaterem dzisiejszej rozmowy. W życiu księgarni czynny udział bierze też senior rodu, pan Tadeusz Rachwał. Było to miłe spotkanie z rodziną, dla której książka jest chlebem powszednim w przenośni i dosłownie.

E.T. Mamy za sobą Światowy Dzień Książki czy spodziewał się pan tłumów w swojej księgarni?

B.R. Tłumów się nie spodziewałem,bo generalnie ruch jest jaki jest. Zainteresowanie książką jest małe. Nie wierzę w te tłumy. Dawno ich tu zresztą nie widziałem.

E.T. Czy przygotował się pan w jakiś szczególny sposób do obchodów tego święta, stworzył pan ofertę, która skusiłaby klienta?

B.R. Nie, nie było żadnej wyjątkowej oferty. Nie przygotowałem nic specjalnego. Nie wiem, czym ewentualnie można by było tego klienta przyciągnąć. Jak sama pani widzi są już tutaj artykuły papiernicze, kartki, mapy i artykuły szkolne. Nie funkcjonuje to do końca dobrze.

E.T. Biblioteka Narodowa w ogłoszonym na początku roku raporcie ogłosiła, że kultura czytania to także chodzenie do księgarni, kupowanie książek. Jak to wygląda w Świebodzicach? Czy do księgarni się chodzi? Ma pan otwarte drzwi, ludzie wstępują tutaj?

B.R. Tak, wchodzą. Jest jednak taka grupa klientów, nawet są to moi znajomi, którzy spotkani na ulicy mówią: słuchaj nie wejdę do ciebie, bo chciałbym kupić jeszcze to i to, ale mnie nie stać. Jest dużo osób oglądających. Są stali klienci, którzy kupują, ale niestety jest ich już coraz mniej. Zainteresowanie jest, ale już ze sprzedażą jest dużo gorzej. Generalnie wszyscy twierdzą, że książka jest za droga i mają rację.

E.T. Czyli ma pan grupę stałych klientów?

B.R. Tak. Są takie osoby, które mają wyspecjalizowane zainteresowania, same przynoszą tytuły, które chcieliby kupić. Interesują się.

E.T. Jak na tym rynku odnajdują się szkoły? Czy nauczyciele korzystają z tego, że w mieście jest księgarnia? Czy przychodzą ze swoimi wychowankami?

B.R. Nie są to częste wizyty. W lutym była grupa z przedszkola. Są to właściwie tylko przedszkola, szkoły podstawowe to nie przypominam sobie. Może kilka lat temu.

E.T. Co się najlepiej sprzedaje? Czy jest jakieś Top 10 ?

B.R. Jest kilka pozycji, które od lat utrzymują się w czołówce: Apteka Pana Boga M. Treben, Apteka natury J. Górnickiej i Potęga podświadomości Murphego. Te trzy pozycje od lat, od kiedy tu jestem, czyli chyba już 16 lat, cieszą się popularnością. Reszta to generalnie nowości. Jak ukazuje się nowy tytuł znanego autora, np. Kinga to wtedy jest wzmożone zainteresowanie.

E.T. Czym kieruje się pan przy wyborze nowości? Stara się pan być na bieżąco, czy są to jedynie książki sprowadzane na zamówienie?

B.R. Staram się mieć szeroką ofertę. Zarówno z literatury dla kobiet jak i dla mężczyzn. Choć zauważam, że coraz więcej pań czyta książki historyczne, czy też te związane z Dolnym Śląskiem, tajemnicami typu kompleks Riese. Oczywiście również literatura dla dzieci. Tak że jest to cały przekrój: medycyna, kulinaria.

E.T. Gdyby zgłosił się klient po konkretny tytuł, jak długo czekałby na swoje zamówienie?

B.R. Około trzech, czterech dni pod warunkiem, że dana książka jest dostępna w hurtowniach.

E.T. Ostatnio dużo się mówi o jednolitej cenie książek (stała cena na nowości przez dwanaście miesięcy dla wszystkich sprzedających). Jakie jest pana zdanie na ten temat? Czy utrzymanie stałej ceny na nowości uratuje małe księgarnie przed bankructwem?

B.R. Niewątpliwie. Gdyby rzeczywiście ten pomysł został zrealizowany to sytuacja poprawiłaby się znacznie. Sam wziąłem czynny udział i poparłem akcję Polska książka potrzebuje ratunku na portalu Wizualni.pl. Musiałoby się to jednak wiązać z obniżeniem ceny. Bywając w sieciach księgarskich widzę, że nowe tytuły mają ceny dla mnie, jako księgarza, nieosiągalne. Ja nawet nie mam szans kupić książki w takiej cenie z hurtowni.

E.T. Już za dwa lata księgarnie całkowicie zaprzestaną sprzedaży podręczników. Już w tej chwili wielu wydawców zrezygnowało z jakiegokolwiek pośrednictwa. Czy jest to zagrożenie dla Pana księgarni? Jaką drogę widzi pan przed swoją księgarnią?

B.R. Będzie to niewątpliwie bardzo trudne. Już w zeszłym roku odpadła klasa pierwsza, choć tego akurat tak mocno nie odczułem, ponieważ szkoły sprowadzają podręczniki, szczególnie do klas 1-3.

E.T. Co lubi pan w swojej pracy, czy w ogóle lubi pan swoją pracę?

B.R. Tak, lubię. Może związane jest to z tym, że od dziecka czytałem książki. Jest to dla mnie źródło wiedzy. Praca jest niewątpliwie ciekawa, ale na pewno trzeba lubić czytać.

E.T. Co pan zatem czyta?

B.R. Interesuję się głównie II wojną światową, czytam książki związane z tą tematyką. Ale nie pogardzę też dobrym kryminałem i dobrym horrorem, czyli najczęściej Stephen King.

E.T. To jak pan sobie radzi z żeńską klientelą?

B.R. Tu gusta rzeczywiście są różne. Staram się nie narzucać klientowi mojego punktu widzenia. Bywają takie sytuacje: wchodzi klientka i pyta, co nowego ma pan dla mnie? Pokazuję jej nową książkę Grocholi i słyszę: tylko nie Grochola. Polecam nowości, natomiast ostateczna decyzja należy do klienta. Posiłkuję się też gustami żony, która też czyta.

E.T. Dziękuję za rozmowę.

Ewa Tomczak

HPIM6981

HPIM6977

Dodaj komentarz

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress