Co się dzieje w świebodzickim Ośrodku Sportu i Rekreacji? Coraz więcej pytań, coraz mniej jasnych odpowiedzi…
Czy w świebodzickim OSiR-ze istnieje problem z atmosferą pracy, stylem zarządzania i nadzorem nad miejską spółką? A może cała sprawa jest jedynie politycznym konfliktem i próbą wywołania medialnej burzy? Po interpelacji radnego Kamila Kmieciaka, odpowiedzi burmistrza Pawła Ozgi oraz publikacji prasowych zamiast uspokojenia sytuacji pojawiło się jeszcze więcej pytań. Dodatkowo do redakcji trafił anonim zawierający bardzo poważne oskarżenia dotyczące funkcjonowania OSiR. Na dziś brak dowodów potwierdzających te zarzuty, ale sam fakt ich pojawienia się staje się kolejnym elementem układanki, której nikt nie chce lub nie potrafi jednoznacznie wyjaśnić.
Interpelacja, która wywołała burzę
Punktem zapalnym całej sprawy była interpelacja radnego Kamila Kmieciaka skierowana do burmistrza Świebodzic. Radny napisał wprost, że od dłuższego czasu docierają do niego sygnały od pracowników oraz osób związanych z OSiR-em dotyczące możliwego mobbingu, naruszania godności pracowników, zastraszania i nadużywania pozycji przełożonych.
W interpelacji pojawiły się również pytania dotyczące rotacji pracowników, zwolnień lekarskich związanych ze stresem, procedur antymobbingowych, sposobu działania monitoringu, oraz ewentualnej kontroli lub audytu w spółce.
Sam dokument nie zawierał jednak konkretnych nazwisk, opisów zdarzeń ani dowodów. Radny powoływał się na „liczne sygnały”, które — jak twierdzi — docierały do niego od dłuższego czasu.
I właśnie tutaj zaczyna się pierwszy problem całej sprawy. Bo z jednej strony pojawiają się sygnały o możliwych nieprawidłowościach, z drugiej — oficjalnie nikt niczego nie zgłasza.
Miasto: „Nie było formalnych skarg”
Odpowiedź burmistrza Pawła Ozgi była jednoznaczna. Miasto poinformowało, że w latach 2023–2026 do burmistrza, urzędu ani osób sprawujących nadzór właścicielski nad OSiR-em nie wpłynęły formalne skargi dotyczące mobbingu, naruszeń dóbr osobistych czy niewłaściwych zachowań przełożonych.
W związku z tym — jak wskazano — nie było podstaw do podejmowania działań interwencyjnych ani planowania nadzwyczajnej kontroli.
Miasto podkreśla również, że nie odnotowano ponadprzeciętnej rotacji pracowników, nie było zwolnień związanych z atmosferą pracy, a monitoring funkcjonuje zgodnie z prawem i nie obejmuje rejestracji dźwięku.
Formalnie więc wszystko wydaje się działać prawidłowo. Ale odpowiedź burmistrza rodzi kolejne pytania.
Czy właściciel naprawdę sprawdził sytuację?
W odpowiedzi miasta wielokrotnie pojawia się sformułowanie: „z informacji otrzymanej od Prezesa Spółki”.
To oznacza, że urząd w dużej mierze opierał się na stanowisku samego zarządu OSiR. Nie wiadomo natomiast czy przeprowadzono niezależne rozmowy z pracownikami, czy analizowano dokumentację kadrową, czy ktokolwiek próbował zweryfikować pojawiające się sygnały poza oficjalnym stanowiskiem spółki.
To ważne, ponieważ w sprawach dotyczących mobbingu lub napięć pracowniczych brak formalnych skarg nie zawsze oznacza brak problemu. Pracownicy często boją się zgłaszać nieprawidłowości oficjalnie — szczególnie w niewielkich środowiskach i spółkach zależnych od lokalnych układów politycznych.
Właśnie dlatego część ekspertów od prawa pracy wskazuje, że sama informacja o „braku zgłoszeń” nie musi automatycznie zamykać sprawy.
Procedura antymobbingowa jest. Szkolenia już nie
Jednym z najbardziej zaskakujących elementów odpowiedzi miasta jest kwestia polityki antymobbingowej. Jak wynika z dokumentów, formalna polityka antymobbingowa została wprowadzona w OSiR dopiero 23 czerwca 2025 roku. Jednocześnie urząd przyznaje, że pracownicy nie byli szkoleni w tym zakresie.
To może wydawać się drobiazgiem, ale w praktyce rodzi kilka istotnych pytań dlaczego procedura pojawiła się dopiero teraz, czy była reakcją na wcześniejsze sygnały, oraz jak skuteczna może być polityka, o której pracownicy formalnie nie zostali przeszkoleni?
Artykuł zamiast wyjaśnień?
Lokalna „gazeta” opisała sprawę pod mocnym tytułem dotyczącym możliwego mobbingu w OSiR-ze. Jednak sam materiał miał charakter bardziej polemiczny niż śledczy. Znaczną część artykułu poświęcono krytyce interpelacji radnego i podważaniu jej wiarygodności. Pojawiły się sugestie, że cała sprawa może być elementem politycznej gry lub próbą wywołania zamieszania wokół miejskiej spółki. Jednocześnie w publikacji zabrakło rozmów z obecnymi lub byłymi pracownikami, analizy dokumentów, próby niezależnej weryfikacji sytuacji, czy szerszego spojrzenia na atmosferę pracy w spółce.
W efekcie artykuł bardziej bronił władz OSiR i miasta, niż wyjaśniał sytuację.
Anonim trafia do redakcji
Nowy wymiar sprawie nadaje anonimowe pismo, które trafiło do naszej redakcji. Autor anonimowo opisuje rzekome nieprawidłowości w funkcjonowaniu OSiR-u — nie tylko dotyczące atmosfery pracy, ale również finansów, zatrudnienia i sposobu zarządzania obiektami. W piśmie pojawiają się bardzo poważne oskarżenia dotyczące między innymi:
- możliwego nieformalnego obrotu gotówką,
- fikcyjnych lub pozornych form zatrudnienia,
- układów personalnych,
- wykorzystywania miejskiego majątku,
- oraz nieformalnych zależności polityczno-towarzyskich.
Trzeba jednak podkreślić bardzo wyraźnie: na dziś anonim nie stanowi dowodu żadnych nieprawidłowości. Pismo ma emocjonalny charakter, zawiera ostre oskarżenia i nie przedstawia dokumentów potwierdzających opisane sytuacje. Nie można więc traktować jego treści jako ustalonych faktów. Jednocześnie sam fakt pojawienia się tak szczegółowego anonimu pokazuje, że wokół OSiR-u narasta atmosfera nieufności i spekulacji.
Między polityką a rzeczywistym problemem
Cała sytuacja coraz bardziej przypomina konflikt, w którym mieszają się: lokalna polityka, emocje, relacje personalne, oraz rzeczywiste pytania o sposób funkcjonowania miejskiej spółki. Jedni twierdzą, że sprawa została sztucznie rozdmuchana przez przeciwników obecnych władz miasta. Inni uważają, że brak formalnych skarg wynika bardziej ze strachu i zależności niż z braku problemów. Prawda może leżeć pośrodku. Bo nawet jeśli część zarzutów jest przesadzona lub motywowana politycznie, to pojawienie się interpelacji radnego, licznych nieformalnych sygnałów, anonimowego pisma, oraz publicznej dyskusji o atmosferze pracy powinno skłonić władze miasta do większej transparentności.
Największy problem? Brak niezależnego wyjaśnienia
Dziś najważniejsze pytanie nie brzmi już: „Czy ktoś ma rację?”
Ale: „Czy ktokolwiek naprawdę próbował to niezależnie sprawdzić?”
Na razie mieszkańcy otrzymują dwie skrajne narracje:
- z jednej strony zapewnienia, że wszystko działa prawidłowo,
- z drugiej — anonimowe oskarżenia o bardzo poważnym charakterze.
Pomiędzy nimi brakuje czegoś najważniejszego: niezależnej, rzetelnej i transparentnej weryfikacji sytuacji w świebodzickim OSiR-ze.


