Siedem lat czekania na… szutrowe klepisko przy ul. Jeleniogórskiej. Mogło powstać miejsce do życia – zobacz wizualizacje.
27 lutego 2026 roku władze miasta poinformowały o zakończeniu modernizacji podwórka przy ul. Jeleniogórskiej 6–24. W oficjalnym komunikacie Urzędu Miejskiego podkreślono, że inwestycja o wartości około 239 tys. zł brutto „realnie poprawia komfort życia” mieszkańców. Na miejscu pojawił się burmistrz Paweł Ozga, przedstawiciel wykonawcy – firmy PLUS PARTNERS – oraz urzędnicy odpowiedzialni za nadzór nad realizacją zadania. Jednak zestawienie tej narracji z faktycznym efektem prac budzi poważne wątpliwości.
Mieszkańcy budynków przy ul. Jeleniogórskiej czekali na zagospodarowanie tego terenu siedem długich lat. Przez siedem sezonów zmagali się z błotem, zastoinami wody, zarośniętymi chwastami fragmentami gruntu i prowizorycznie wyznaczonymi miejscami parkingowymi. Wraz z upływem czasu rosły oczekiwania, że skoro przygotowania trwają tak długo, efekt końcowy będzie nie tylko estetyczny, ale przede wszystkim przemyślany i trwały. Oczekiwano rozwiązania, które rozwiąże dotychczasowe problemy i jednocześnie stworzy przyjazną przestrzeń do życia.
Wyzualizacja „miejsca do życia”- tak mogło by być:
Zamiast kompleksowej rewitalizacji powstała jednak przede wszystkim utwardzona przestrzeń o charakterze technicznym. Teren został wykorytowany, czyli pozbawiony wierzchniej warstwy ziemi, następnie zasypany kruszywem stabilizowanym cementem, a na końcu wykończony drobnym kruszywem naturalnym. W sensie formalnym można mówić o uporządkowaniu przestrzeni. W praktyce powstało surowe, mało przyjazne otoczenie, którego funkcjonalność ogranicza się w zasadzie do roli placu manewrowo-parkingowego.
Z przekazanych przez miasto informacji wynika, że wykonano koryto na całej szerokości jezdni i chodników, zastosowano warstwę kruszywa stabilizowanego cementem, a następnie ułożono warstwę wykończeniową z kruszywa naturalnego. Tego rodzaju technologia rzeczywiście pozwala ustabilizować podłoże i ograniczyć powstawanie głębokiego błota. Uporządkowanie terenu zmniejsza także ryzyko tworzenia się przypadkowych kolein i lokalnych zastoin wody, które wcześniej były codziennością.
Jednocześnie jednak zastosowane rozwiązanie ma istotne ograniczenia. Warstwa kruszywa stabilizowanego cementem w praktyce stanowi podłoże o bardzo ograniczonej przepuszczalności, co utrudnia naturalną infiltrację wód opadowych. Podwórze ma wyraźny spadek w jednym kierunku, a to oznacza, że woda podczas intensywnych opadów będzie dynamicznie spływać po powierzchni. W takich warunkach można spodziewać się stopniowego wymywania wierzchniej warstwy drobnego kruszywa, powstawania rynien erozyjnych oraz konieczności okresowych napraw. Spływająca woda może również zwiększać obciążenie kanalizacji deszczowej, o ile taka infrastruktura znajduje się w zasięgu, bądź oddziaływać na niżej położone fragmenty terenu. W kontekście coraz częstszych nawalnych opadów i długich okresów suszy trudno uznać to rozwiązanie za zgodne z nowoczesnymi standardami retencji i adaptacji do zmian klimatu. Brakuje niecek chłonnych, ogrodów deszczowych czy nawierzchni w pełni przepuszczalnych, które pozwalałyby zatrzymać wodę w miejscu jej opadu.
Koszt prawdziwego zagospodarowania nie powinien być znacznie wyższy od obecnego – w miejscu zieleni zagospodarowanej nie trzeba wykonywać korytowania i tzw. podbudowy:
Równie istotny jest aspekt społeczny. Nowa nawierzchnia bez wątpienia porządkuje przestrzeń i zaspokaja podstawowe potrzeby parkingowe mieszkańców. Teren stał się czytelny komunikacyjnie i łatwiejszy w użytkowaniu niż wcześniej. Jednak na tym w zasadzie kończą się pozytywne elementy. Nie powstała infrastruktura małej architektury, nie pojawiły się ławki, stoły ani strefy półprywatne sprzyjające sąsiedzkim spotkaniom. Nie wprowadzono zieleni wysokiej ani niskiej, która łagodziłaby surowy charakter przestrzeni i poprawiała mikroklimat. W efekcie dominującą funkcją podwórza stało się parkowanie, a nie integracja społeczna. Rozległa, utwardzona powierzchnia sprawia wrażenie technicznego zaplecza budynku, a nie wspólnej przestrzeni życia.
Współczesne podejście do projektowania podwórek wielorodzinnych opiera się na tworzeniu mikroprzestrzeni sąsiedzkich, w których mieszkańcy mogą odpoczywać, rozmawiać i budować relacje. Tutaj trudno mówić o realizacji takiej koncepcji. Powstała infrastruktura odpowiada przede wszystkim na potrzeby komunikacyjne i postojowe, pozostawiając w cieniu wymiar społeczny.
Na ocenę inwestycji wpływa również fakt, że na końcu podwórza pozostawiono nierozebrane komórki gospodarcze. Ich stan techniczny i estetyczny wyraźnie kontrastuje z nową nawierzchnią, zaburza kompozycję przestrzeni i sprawia wrażenie niedokończonego przedsięwzięcia. Trudno mówić o pełnym sukcesie modernizacji, gdy element w oczywisty sposób degradujący otoczenie pozostał nienaruszony.
Nierozebrane komórki – symbol nieudolności inwestycyjnej włodarzy Świebodzic:
Oficjalny komunikat urzędu mówi o „estetycznym, bezpiecznym i w pełni funkcjonalnym otoczeniu”. Tymczasem rozmowy z mieszkańcami wskazują na rozczarowanie skalą i charakterem zmian. Siedem lat oczekiwań zakończyło się realizacją rozwiązania o minimalnym standardzie urbanistycznym, które porządkuje teren, ale nie nadaje mu nowej jakości. Z perspektywy zarządzania miastem pojawia się pytanie, czy kwota 239 tys. zł została wykorzystana w sposób optymalny oraz czy inwestycja wpisuje się w długofalową wizję rozwoju przyjaznych, zielonych przestrzeni wspólnych.
Nie jest to przedsięwzięcie katastrofalne ani całkowicie chybione. Uporządkowano teren i poprawiono przejezdność, co dla części mieszkańców ma realne znaczenie. Jednocześnie jednak nie stworzono przestrzeni integracyjnej, nie uwzględniono w wystarczającym stopniu retencji wody i pozostawiono elementy obniżające walory estetyczne. W efekcie zamiast miejsca do życia powstała przede wszystkim przestrzeń do parkowania, a to zasadnicza różnica w sposobie myślenia o mieście.
Mieszkańcy z niepokojem oczekują pierwszych wiosennych burz i gwałtownych opadów, które pokażą, jak nowe podwórze sprawdzi się w praktyce. To właśnie wtedy okaże się, czy przyjęte rozwiązanie było rzeczywiście trwałe i funkcjonalne, czy jedynie estetyczne na dzień odbioru inwestycji.













Gdyby takie rozwiązanie (beton plus kruszywo) było zaplanowane na podwóko między ulicami Prusa, Sienkiewicza i Młynarską skakałabym z radości. Zapraszam na wspomnianą przestrzeń, szczególnie teraz gdy widać wyboje, dziury i inne atrakcje lub po deszczu – bajoro na bajorze, człowiek tonie w błocie. Skutki dojścia do kontenera na śmieci lub dojazdu do garażu można sobie wyobrazić. Od lat prosimy o naprawę. Któregoś roku zgłosiliśmy nasze podwórze do budżetu obywatelskiego, ale władze samorzadowe zmieniły zasady. Dobrze, że są uczynni pracownicy spółki miejskiej, któzy pomagają nam co kilka lat załatać na chwilę dziury, potem ulewa i wszystko spływa i wracamy do punktu wyjścia, tylko z większymi dziurami. Pozdrawiam serdecznie niezadowolonych z prac przy budynkach na Jeleniogórskiej